📓 Drogi pamiętniczku,
dziś dzień 10 sezonowania.
W chłodni panuje 1,8°C, wilgotność sięga 78%, a ja zaczynam się zmieniać. Od środka. Dosłownie.
Z zewnątrz przybieram delikatnie ciemniejszy odcień, to po prostu utlenianie mioglobiny.
Enzymy proteolityczne ruszyły do pracy jak dobrze naoliwiona ekipa remontowa – rozkładają struktury białkowe, powoli zmiękczając włókna mięśniowe. Nie boli. Przeciwnie – to całkiem przyjemne uczucie.
Czuję, jak robię się coraz bardziej… kruchy.
Woda? Ubywa.
Ale w zamian koncentracja smaku rośnie – i to nie metafora, to chemia smaku.
To, co wcześniej było tylko mięsem, zaczyna mieć charakter. Głębię. Cichy aromat orzecha, lekki posmak masła.
Jeszcze nie jestem gotowy, ale czuję, że idę w dobrym kierunku.
Niektórzy się mnie boją. Inni nie mogą się doczekać.
Ja po prostu dojrzewam.
Z pozdrowieniami z chłodni,
Twój antrykot
📍Beef and Rock, Karpacz
Gdzie mięso pisze swoją historię – dzień po dniu.
