📓 Drogi pamiętniczku,
dziś dzień 20. Już nie jestem tym, kim byłem. I szczerze mówiąc – dobrze mi z tym.
Temperatura trzyma się nieco poniżej 2°C, wilgotność w normie, powietrze pachnie… dojrzale.
Dosłownie. Bo od środka enzymy nadal pracują – metodycznie, bez litości – rozbijając włókna, skracając łańcuchy białkowe.
To nie destrukcja. To sztuka rozpadu.
Z zewnątrz zyskałem cienką, ciemną skorupę – suchą, twardą, lekko marszczącą się jak skóra starego wojownika.
W środku? Miękkość, której się nie spodziewasz.
Smak, który robi się głębszy, intensywniejszy, bardziej „umami” – jakby cały świat mięsa został zagęszczony do jednego punktu.
Czas już przestał być tylko czasem. Stał się przyprawą. I chyba najlepszą, jaką miałem.
Jeszcze kilka dni. Jeszcze parę oddechów chłodni.
I będę gotów. Nie do pokazania – do zjedzenia.
Z powagą i głodem sensu,
Twój antrykot
📍Beef and Rock, Restauracja w Karpaczu
PS widziałeś już 10 dzień sezonowania? Wpis jest na stronie pamiętnik – 10 dzień sezonowania.
